poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział ~1~

-O nie - jęknęłam. To były pierwsze dwa słowa wypowiedziane w  dniu rozpoczynającym rok szkolny. Super początek. Wywlekłam się z łóżka, kierując się w stronę łazienki. Kiedy podeszłam do lustra, o mało nie przewróciłam się ze śmiechu. Moje długie, kasztanowe włosy były rozczochrane na wszystkie strony. Pod jasnoniebieskimi oczami miałam bardzo widoczne wory, a na nosie pojawił mi się duży pryszcz. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 8.33.
-Za niecałe pół godziny muszę być w szkole. - pomyślałam i zabrałam się za robienie makijażu i kręcenie włosów. Po codziennych czynnościach zeszłam na dół, w pośpiechu jedząc mojego batonika zbożowego.
-Steph, gdzie się wybierasz? - zapytała z pół uśmiechem moja mama.
-Do pracy, zapomniałaś? - odpowiedziałam jej sarkastycznie.
-Zajęcia zaczynają się dopiero za tydzień, a jest obecnie 25 sierpień, moja droga.
-Że jak? - zamrugałam oczami i udałam się do mojego pokoju.
No nieźle. Nie mam pojęcia, dlaczego przydarzyła mi się taka pomyłka. Zawsze miałam wszystko rozplanowane co do sekundy i zapisane w specjalnym notesie (jednym z wielu) i wiedziałam co mam zrobić. Ostatnio popadłam w roztargnienie przez to ,ponieważ dowiedziałam się jak znajoma kuzynki mojej przyjaciółki opowiadała o nowym uczniu, który od tego roku zapisuje się do mojego liceum. Wiem tylko, że ma na imię Ryan i nic poza tym. Prędzej czy później wszystko ogarne, zresztą tak jak zawsze. Cieszę się, że przynajmniej zostało jeszcze siedem dni wolności.

                          ~~~

Stuk.. stuk.. stuk..
Krople deszczu bębnią mi o szybę. Obracam się na łóżku w stronę ściany i zakrywam głowę książką.
Po dwóch godzinach nic nie robienia, postanawiam wyjść na spacer. Zakładam biało-czarny top, miętowe spodnie i bluzę, a do tego białe vansy. Nakładam lekki makijaż, prostuję włosy i podkręcam grzywkę.
Idę w wolnym tempie, rozkoszując się zapachem po deszczu, który tak lubię. Kiedy już mam za sobą domy jednorodzinne, przechodzę przez "zebrę" w stronę Parku Złotych Wzgórz. Nadałam tą nazwe temu miejscu, ponieważ gdy się wprowadziłam do Tulsy była akurat jesień i wszystko było w odcieniach żółci, czerwieni, pomarańczy oraz brązu, a tak mi się po prostu skojarzyło.
Postanowiłam, że przebiegnę się kawałek dla zachowania dobrej formy. Biegłam tak dość długo, aż nagle potknęłam się o książkę. W tej chwili moja ciekawość wzięła w górę. Otworzyłam ją i potarłam kciukiem pierwszą stronę, która była zrobiona z czegoś miękkiego. Przede mną pojawiło się coś, co było portalem. Obeszłam go ze wszystkich stron, ponieważ myślałam, że to mój kolejny sen, z którego prędzej czy później się wybudzę.

~Jeśli przeczytałeś/aś podziel się swoją opinią w komentarzu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz